konkurs final fantasy xiii-2
""Mogę być z siebie dumny." ... "Czemu?" ... "Mój artykuł skomentowały już 2 osoby!""
Serwis
Strona główna
Publicystyka
Fanfiki
Artykuły
Encyklopedia
Galeria
FanArt
Tapety
SquareZone Cup
O serwisie
Redakcja
Square Enix
Brave Fencer Musashi
Chocobo Tales
Chrono Cross
Chrono Trigger
Crystal Defenders
Dissidia: Final Fantasy
DQ Heroes: Rocket Slime
Dragon Quest V
Dragon Quest VII
Dragon Quest VIII
Dragon Quest IX
Drakengard
Drakengard 2
Final Fantasy
Final Fantasy II
Final Fantasy III
Final Fantasy IV
Final Fantasy V
Final Fantasy VI
Final Fantasy VII
Final Fantasy VIII
Final Fantasy IX
Final Fantasy X
Final Fantasy X-2
Final Fantasy XII
Final Fantasy XIII
Final Fantasy Tactics
Final Fantasy Tactics Advance
Final Fantasy The Spirits Within
Final Fantasy Crystal Chronicles
Final Fantasy VII: AC
Final Fantasy VII: CC
Final Fantasy VII: DoC
Front Mission 3
Front Mission 4
Front Mission 5
Front Mission Gun Hazard
Heroes of Mana
Itadaki Street Special
Kingdom Hearts
Kingdom Hearts II
Kingdom Hearts Re:coded
Kingdom Hearts: CoM
Kingdom Hearts 358/2 Days
Legend of Mana
Legend of Kage 2
Live-A-Live
Nier
Parasite Eve
Parasite Eve 2
Radiata Stories
Radical Dreamers
Seiken Densetsu 3
Star Ocean
Star Ocean: First Departure
Star Ocean: Second Story
Star Ocean: Till the End of Time
Star Ocean: The Last Hope
Super Mario RPG
The World Ends With You
The Last Remnant
Vagrant Story
Valkyrie Profile
Xenogears
Inne
Dark Chronicle
Disgaea: Hour of Darkness
Eternal Sonata
Golden Sun
Grandia II
Jade Cocoon
Legend of Dragoon
Priston Tale
Saiyuki: Journey West
Shadow Hearts - Covenant
Sudeki
Suikoden
Suikoden II
Suikoden III
Suikoden IV
Suikoden V
Heroine Cup 2012
Elly Alisa
Elly Alisa
1 0
Zaloguj się aby głosować
Reklama
The 3rd Birthday
Twisted Edition
W 3rd Birthday zawarto absorbujący nowy rozdział dla Aya Brea, głównej bohaterki w bardzo popularnej serii Parasite EVE. Akcja dzieje się w Nowym Jorku w 2012 roku, a Aya jest ostatnią nadzieją ludzkości na przetrwanie i staje na przeciw potężnej Twisted.rn
Cena: 69.90 zł
oszczędź 90.09 zł*!
* w stosunku do sugerowanej ceny detalicznej.
Sonda

Jakiego rodzaju konkursy chciałabyś/chciałbyś w przyszłości widzieć na SquareZone?






Shoutbox
Zaloguj się aby pisać w Shoutboxie
aysnel 22:37:39
Tits like a watermelons...
Raksha 22:34:41
Powiedziałabym raczej, że Rydia i Aya są ładniejsze.
DarkButz 20:59:31
Nie wiedziałem, że heroina może być ładna.
(X)(X)_BAHAMUT_(X)(X) 17:37:23
nie zgodzę się z tobą najładniejszą heroiną w historii gier jest Rinoa :p
Chocobo 16:50:15
Nie jestem fanem figurek, ale jej figurkę mam.
Chocobo 16:48:26
Reimi jest najładniejszą heroiną w historii gier wideo. Koniec.
Amalia 16:15:51
reimi na tym obrazku wygląda trochę jak marlene
Amalia 21:37:33
hehe, to jesteś jak grell sutcliffe z kuroshitsuji XD
(X)(X)_BAHAMUT_(X)(X) 20:31:28
ja tu nie mówię o włosach farbowanych tylko o naturalnych. Blondynka która farbuje sobie np: włosy na brązowo nie zmienia faktu że jest blondynką. Porównywać farbowaną brunetkę do brunetki to jak porównywać pomalowanego murzyna na biało do albinosa :P. Amalia ja się na fryzjera nie nadaje :P ostatni raz jak miałem styczność z nożyczkami to popsułem głośniki od kompa bo przez przypadek zamiast taśmy klejącej obciąłem kabel zasilający XD
Amalia 20:16:37
pusiek powinieneś być fryzjerem XD
aysnel 20:09:11
Jak wynika z obserwacji jeśli została źle nałożona to oddziałuje. ;)
Chocobo 19:05:45
Czyli że co Pusiek? Farba do włosów cudownie oddziałuje na psychike kobiety?
(X)(X)_BAHAMUT_(X)(X) 18:33:54
Rude się dzielą na wiele rodzajów na rude o wiśniowych włosach, na rude o kasztanowych włosach, na rude o miedzianych włosach, na rude o marchwiowych włosach, na rude o platynowo pomarańczowych włosach oraz na rude o fioletowych włosach :p ja najbardziej lubię o miedzianych i o wiśniowych jeśli chodzi o ten typ włosów XD ale i tak brunetki i szatynki są lepsze :p
aysnel 17:24:27
Rude lepsze, heh
(X)(X)_BAHAMUT_(X)(X) 16:58:16
Yuz może i masz rację ale napisałem to na podstawie swoich doświadczeń moje znajome brunetki zazwyczaj częściej strzelają fochy niż stereotypowe blondynki które robią dobrą minę do zwy-gry :p. choco masz podobny gust do mnie ja też wole ciemnowłose :p
Chocobo 16:46:36
Brunetka. Nie podobają mi się blondynki.
Amalia 21:49:15
nie obrażaj brunetek pusiek
Yuzuriha 21:00:20
każda dziewczyna lubi strzelać fochy i wcale nie zależy to od koloru włosów XD
(X)(X)_BAHAMUT_(X)(X) 20:51:19
założę się że brunetka one lubią strzelać fochy
KingdomKrzyś 11:19:53
Jak to kobita
Chocobo 22:52:52
Pusiek, mam. Ale strzeliła focha i przesiadła się do innego stolika.
aysnel 21:27:51
O, to niedaleko...
(X)(X)_BAHAMUT_(X)(X) 21:02:25
choco a masz osobę towarzyszącą :P
Chocobo 20:52:01
W krosnie.
aysnel 17:12:38
w Tajlandii...
Amalia 14:43:16
a potem będzie kac vegas XD
KingdomKrzyś 12:51:30
Miłego kaca :D
Chocobo 11:55:24
Kurde, idę na wesele :(.
(X)(X)_BAHAMUT_(X)(X) 10:20:41
kurna trudny wybór i to bardzo :p
Amalia 20:32:43
całkiem przyjemna stronka. masz po kilka linków do odtworzenia jednego odcinka gdyby jeden nie działał
Cosplay
Cosplay

Którego bohatera/kę z gry jRPG zabrałbym na bezludną wyspę?

Sedno problemu, czyli właściwy tekst lecz wersja samotnika:


    Bezludna wyspa... Kto z nas choć przez chwilę nie marzył, by znaleźć się na takowej... Zero cywilizacji (hahaha! Nie ma Windowsa! Hahaahah), zero wiecznie narzekających maruderów (i co? Ktoś się przyczepi do mojej głupoty? Nie, mogę być głupi jak tylko zechcę! Na co mi mózg, skoro jestem od ciebie silnijeszy?!), zero ludzi = zero problemów. Więc pytanie jakby samo się nasuwa: po cholerę mam zabierać na takową wyspę (dla przypomnienia: bezludną, to znaczy, bez nikogo oprócz mnie samego) postać z gry komputerowej/konsolwej/planszowej/innej? Przecież to mija się z celem! Fakt, może nam się znudzić takowe siedzenie na skale (wpatrzeni w powoli snujące się promienie słońca, po jakże niebieskim oceanie....) i zastanowieniu się nad sensem istnienia... Ale skoro już się znaleźliśmy na takiej wyspie, bez ludzi = bez problemów (kanibali nie ma – przykro mi, ale czytają nas nieletni, więc musze sobie darować opis brutalnego przyrządzenia tego soczystego mięsa, ale zainteresowanych odsyłam do szalenie klimatycznego filmu: „Drapieżcy”), to wypadałoby znaleźć sobie jakieś miłe gniazdko z widokiem na „morze”. Co tam, że nie mamy żadnego doświadczenia w rzemieślnictwie, w końcu nie od razu Rzym zbudowano – nauczymy się (kur....czaki! i czemu ja spałem na tej cholernej Technice?!). Na początek zaszywamy się w jaskini, znosimy do niej liście palmowe (czy co tam mamy pod ręką), po czym znajdujemy cokolwiek, co ma jakieś zaokrąglenie, a gdy już to znajdziemy, wystawiamy za jaskinię - może zacznie padać (bez jedzenia można przeżyć, bez wody - nie). Następnie, szybko coś miękkiego, przecież bez podusi to nie to samo... No piasek w łapy, przenosimy go do jaskini, przykrywamy liściem i zasypiamy, sami ówcześnie się przykrywszy drugą dozą liści (dla marzycieli – jaskinia + noc = zimno). Dobra, kolejny wspaniały dzień, kolejne wspaniałe problemy egzystencjalne... Po wydaleniu z organizmu niepotrzebnych substancji odżywczych (nieważne gdzie, ważne, byle z dala od naszej jaskini), udajemy się w celu poszukiwania jedzenia (nie, na wyspie jest sama roślinność, żadnych pająków, czy zwierząt drapieżców – chcemy jeszcze pożyć, prawda?) - ostatkiem sił wdrapujemy się na palmę, po czym jakimś cudem udaje się nam zrzucić na ziemię te 4 kokosy. Ich zawartość znika równie szybko, jak nasza wypłata po wizycie w domu pełnych rachunków. Następnie szukamy ostrego i w miarę masywnego kamienia (takiego, który się „przypadkiem” nie wyślizgnie nam z ręki), zaczynamy kosić te cholerne palmy. Jedna, druga... dziesiąta... czterdziesta czwarta (to dla wersji Easy, na Normalu – 10 dziennie, na Hard – 3)... Po czym udajemy się na spoczynek do jaskini. Kolejnego dnia naszego pobytu w „raju” szukamy sznura, by jakoś związać to wszystko. Ok, wyspa, bezludna... O właśnie – liany! (Ha! A śmiali się ze mnie, gdy oglądałem te filmy z Tarzanem! Ha!). Dobrze, materiały do budowy naszego małego pałacu przenosimy do naszego miejsca zamieszkania, na który z logicznego punktu widzenia, wybieramy drzewo (wiecie, dlaczego nikt nie buduje domów na plaży? Przez coś takiego, jak tajfuny...- kto oglądał „Dziewczyna z komputera”, ten wie, ten kto nie, niech żałuje, bo to naprawdę świetny serial komediowy). I tutaj w końcu przydaje się to doświadczenie zdobyte przy budowie podobnych domków na miejscowym podwórku. Gdy już wybudowaliśmy sobie nasze małe gniazdko (na całość potrzebujemy jakiś tydzień, dla perfekcjonistów miesiąc) rozkoszy intelektualnych rozmyślań, udajemy się (z impetem) w głąb wyspy, w celu zwiedzenia i znalezienia przydatnych przedmiotów – nóż by się przydał, może coś innego. Nagle naszym oczom ukazuje się ta kózka – całe stado! Jako że nie należą one do specjalnie wrogich człowiekowi, bierzemy dwie (wersja powyżej Easy – czaimy się w błocie ponad tydzień, czekając na dogodny moment, by ta cholerna koza nie dała nogi) - jedna na mleko, druga na mięso. Fakt, okrutne, ale na samych warzywach, to możecie przed komputerem przeżyć, a nie na bezludnej wyspie, gdzie trzeba siły i dużo witamin, by nasz organizm nie złapał infekcji – bez lekarzy bylibyście trupami w niespełna tydzień. Za patelnię służą nam 3 kije – 2 w kształcie procy, jeden na którym będzie pieczone mięso (zawsze mnie ciekawiło, jakim cudem ogień nigdy nie podpalał tych kawałków drewna, ale to nie mój problem). Ogień. No właśnie, skąd u diabła wziąć ogień na bezludnej wyspie? Hmm... Historia... Ludzie pierwotni... Plemiona... Eureka! No jasne, przecież możemy zawsze sobie pocierać patyczkiem o patyczek, bądź wyruszyć na poszukiwanie dwóch odłamów skalnych krzemu! Ok., ogień załatwiony, więc mięso spożyte... Pozostaje nam już tylko dalsze urządzanie mieszkanka, złapanie drugiej kozy w celach „godowych” (wybijesz całe ich stado = nie masz mleka ani mięsa) i rozmyślanie nad głupotą tego świata. Również można by się zająć plantacją bananowców (nie mam tu na myśli bananów – no dobra, te też – ale takie owoce w postaci melonów, których używają plemiona w celach otrzymania z nich mąki potrzebnej do placków... kurczę, czemu ja tego cholernego Discovery nie oglądam...). Dobra, ktoś może zauważyć, poniekąd słusznie zresztą, że temat artykuły każe mi wybrać bohatera/kę z gier, z którą chciałbym się znaleźć na bezludnej wyspie... Fajnie, ale po cholerę mi druga osoba, skoro sam sobie doskonale świetnie poradzę? Do towarzystwa... Ale w takim razie, po cholerę chciałem się znaleźć na bezludnej wyspie (przypominam, że bezludna wyspa = zero ludzi)? By odpocząć od towarzystwa... Jak sami w takim razie widzicie, bezludna wyspa jest przeznaczona dla samotników, indywidualistów, ludzi niezależnych.

Sedno artykułu, czyli wersja właściwa:


    Zanim zaczniesz czytać – wybrałem na towarzysza dziewczynę/kobietę, ponieważ nie jestem „odmiennej” orientacji... Tak, w końcu tu jestem! Sam na tej wspaniałej, dużej jak diabli, bezludnej wyspie! Bez ludzi, bez problemów! W końcu będę mógł się wyspać, w końcu będę mógł robić to, na co mam ochotę: spać, jeść, spać, jeść... spać... Dobra ale samotnemu nudnie by było, więc cóż... „Kandydatka numer 1 - to silna osobowość, o której już raz napisałeś artykuł, a który jak sam uważasz, jest twoim największym osiągnięciem. Jest drapieżna, włada magią ognia, ma świetnie zaostrzony nóż, a do jest silnie zdeterminowana w celu zabicia kotopodobnego stwora Lynxa! Taaaaak, oto przed tobą: Kiiiiiiid! Jej powiązania z szajką złodziejską „Radical Dreamers” nie są do końca jasne, ale śledztwo w toku. Kandydatka numer 2 - to ostra jak kot, seksowna jak diablica Millena - avatar boga zła i chaosu Valmara! Ma głęboko skrywane serce, które rozgrzeje nawet najbardziej w siebie zaopatrzonego cynika. Jej głębokie oczy dostarczą ci długich i niezapomnianych chwil gorących dyskusji na tle purpurowego Księżyca Valmara! Względnie zaprzecza jakimkolwiek bliższym kontaktom ze śpiewaczką boga Granasa Eleną, ale dodaje jej to tylko egzotycznego smaku. Kandydatka numer 3 - to biedna sprzedawczyni kwiatów Aeris, której smutek i troska spowodują u ciebie bóle głowy, ale której miłość rozgrzeje cię do czerwoności. Oczywiście tak jak i pozostałe kandydatki ma pewien sekret – a jest z nim związek z „wiedźmin wannabe” Sephirotem, jednak zarzeka się, to już przeszłość.” O cholercia! Tyle seksownych dziewczyn, każda może się ekonomicznie przydać no i te gorące dyskusje w nocy o poranku... Którą by tu wybrać... Hmm... Proszę o krótkie przypomnienie! „Kogo wybierzesz na swoja towarzyszkę po tej niebezpiecznej i tajemniczej bezludnej wyspie?! Czy będzie to:

a) Ognista kleptomanka Kid?
b) Dobrze wyposażona przez naturę Millena?
c) Czy może anorektyczka Aeris?”

    Wybieram Millene! Nie, Aeris, nie Millene! Nie, czekaj Kid! No i zostaliśmy tu sami, we dwoje... Piszę ten pamiętnik, by uczcić w pewnej mierze jej pamięć, lecz nie wiem, jak długo będę mógł go kontynuować. Jestem już stary, czuję, że zbliża się mój koniec... Doskonale to pamiętam: Kid stała tam nieporuszona swoją aktualną sytuacją, ale w głębi serca czułem, że coś ją gryzie... Mój brzuch... Ładnie, na początek dostałem z pięści w brzuch, a potem zaczęła się gwałtowna wymiana zdań (po dziś dzień noszę na prawym ramieniu bliznę po jej nożu). Po pewnym czasie jednak Kid się uspokoiła. Dopiero teraz przypomniałem sobie, że mogę jej wymazać z pamięci wspomnienia o Sergu i innych traumatycznych przeżyciach z jej życia. Kurczę, że też nie mogłem zrobić tego wcześniej, ale nic. Widząc mnie rannego (ja nadal krwawię! Aaaaaaaaaa!) zdjęła z siebie kamizelkę, po czym owinęła nią moją prawą rękę. Poczułem się dziwnie, jakbym zrobił najohydniejszą rzecz w całym moim nic nie wartym życiu, wymazując jej pamięć, ale jak to mówią: byle to przeżyć! Poszliśmy w głąb wyspy szukając schronienia na zbliżającą się noc. Kid ledwo co dostrzegła jaskinię, której wejście skrzętnie ukrywały panoszące się wszędzie latorośla. Pamiętam, że wtedy zasnąłem, gdy tylko Kid położyła mnie na występie skalnym. Nie pamiętam czy było to spowodowane utratą krwi, czy faktem mego zmęczenia. Gdy tylko się obudziłem, przed oczami miałem jej piękną twarz. Spała wtulona we mnie. Przez tę jedną krótką chwilę poczułem się tak naprawdę szczęśliwy... Poczułem, co to znaczy być „kochanym”... Kątem oka dostrzegłem owoce w postaci: paru bananów, kokosów, zaś dopiero po paru minutach poczułem, że zamiast leżeć na zimnej skale, leżałem na liściach palmowych, pod którymi znajdował się piasek, mający za zadanie złagodzić tę „twardość” skały. Delikatnie, byle tylko jej nie obudzić, zsunąłem się z tego tymczasowego łóżka... Zawyłem w myślach z bólu, gdyż rana zadana mi przez Kid, paliła mnie teraz jak diabli. „No nic, w ciągu miesiąca się zagoi, a poza tym – skoro boli, to raczej zakażenia mieć nie będę... Cudnie, bezludnej wyspy mi się zachciało, jakby nie mógł być to czterogwiazdkowy hotel...” pomyślałem, po czym rozejrzawszy się nieco po okolicy, wziąłem sporych rozmiarów liść palmowy i korzystając z noża Kid, zacząłem wycinać otwór w kokosach, starając się przy tym robić jak najmniej hałasu. Pomimo tylu lat dzielących mnie od tamtego momentu, nadal widzę w mych myślach twarz uśmiechniętej Kid, gdy tylko zobaczyła co ja robię, mimo tej rany... Taki tryb życia prowadziliśmy przez około miesiąc, codziennie stosując ten sam święty rytuał: kokosy, banany do jedzenia, woda pitna ze strumienia znalezionego przez Kid cztery dni później, zaś zasypialiśmy zawsze wtuleni w siebie, ogrzewając się nawzajem w te zimne noce. Do dnia dzisiejszego nie wiem czemu nigdy nie użyliśmy wrodzonej zdolności wskrzeszania ognia przez Kid, jednak tę kwestię udało nam się rozwiązać najpierw za pomocą dwóch patyków, następnie dzięki dwóm kamieniom.... Gdy ręka w pełni mi się zagoiła, to znaczy: mogłem sprawnie się nią posługiwać, wyruszyliśmy na poszukiwanie stworzeń zamieszkujących wyspę (chociaż Kid zarzekała się, że żadnych drapieżnych stworzeń nie widziała). Po paru godzinach wspólnej podróży dostrzegliśmy stado kóz pasących się na polanie, jak gdyby specjalnie do tego celu stworzonej. Zaczaiłem się po jednej stronie w krzakach czekając na nadążającą się okazję pochwycenia chociażby jednej kozy, podczas gdy Kid czekała za mną, ubezpieczając mnie w pewnym sensie. Po paru godzinach jedna z kóz odłączyła się od stada kierując się w naszą stronę. Nie wiem, czy to jakaś niewidoczna ręka ją do nas przyprowadziła, czy też może po tej stronie trawa smakowała jej lepiej, ale nie namyślając się ani chwili skoczyłem na nią, szybko chwyciwszy ja za rogi starając się ją przewrócić. Gdy tylko mi się ta sztuka udała, Kid szybko zawiązała jej nogi lianą, po czym wziąłem na plecy naszą zdobycz i wróciliśmy z powrotem do jaskini. Na nasze szczęście, kozioł był przedstawicielem płci żeńskiej, dzięki czemu mogliśmy się w pełni delektować kozim mlekiem. Oswajaniem kozy zajęła się Kid, podczas gdy ja, wyposażony w jej nóż, ścinałem palmy, szykując się powoli do budowy domku na drzewie. Zawsze mnie dziwiło czemu Kid nigdy nie narzekała na nasz los, czy też czemu śmiała się dobrodusznie słuchając moich narzekań. Jednak ilekroć słyszałem jej głos, wiedziałem, że spotkało mnie niesamowite szczęście... Minął kolejny miesiąc, tzw. materiałów w postaci liści palmowych jak i drewna palmowego mieliśmy pod dostatkiem. Zdziwiłem się, że obydwoje trzymaliśmy się nieźle na tej wegetariańskiej diecie od czasu do czasu urozmaiconej rybami przez Kid przyrządzonymi. Wiedziałem, że prędzej czy później będzie trzeba zapolować. Pozwoliłem Kid wybrać miejsce na nasz nowy dom, bo wiedziałem, że sam jak zwykle bym wybrał pierwsze lepsze. Gdy tylko potrzebne materiały zostały już zebrane w miejsce docelowe, zabrałem się do roboty. Kid z całych sił dopingowała mnie w tej czynności czy to przynosząc mi coś do jedzenia, czy do picia. Zawsze chciałem jej dać wszystko co tylko najlepsze, dlatego ten „dom” wyszedł mi nawet nieźle, jednak nie tak, jak wcześnie zakładałem. Z dnia na dzień coś usprawniałem i teraz u schyłku mego życia, gdy patrzę na to wszystko, to wiem, że jednak jeden ze swoich celów udało mi się osiągnąć. Żałuję, ze Kid nie jest już przy mnie... Gdy w końcu skończyłem budować nasz dom, zabrałem się za małą oborę dla naszej kozy. Budowa domu jak i obory trwała około 3 miesiące, jednak efekt końcowy przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Fakt, nie było tego dużo, gdyż na całość składał się jak gdyby jeden duży pokój, ale na nasze potrzeby w pełni to wystarczyło. Żyliśmy tak jak w raju, jednak po pewnym czasie postanowiłem zrobić Kid niespodziankę w postaci mięsa. Chyba wtedy miałem bardziej siebie na względzie aniżeli ją. Wstałem wcześniej niż zwykle, zabrałem nóż Kid, po czym udałem się na tamtejszą polanę, na której znaleźliśmy naszą pierwszą kozę. Zobaczyłem jedną, małą, idealną na upolowanie. Gdy podszedłem bliżej cały czas czając się zaroślach, zobaczyłem, że ma złamaną lewą, tylną nogę, co tylko ułatwiło mi zadanie. Koza broniła się, lecz nie miała szans w starciu ze mną, zwłaszcza, że to twarde życie dodało mi jednocześnie siły i kondycji. Zamiast do domu udałem się wpierw do jaskini, by jakoś przyrządzić nasz przyszły posiłek. Ostrożnie zdjąłem skórę, myśląc wtedy, że przyda nam się na poduszkę lub obrus. Wreszcie nastąpiło „patroszenie” mięsa. Szczątki zakopałem kilkanaście metrów dalej od jaskini, zaś z mięsem udałem się z powrotem do domu. Rozpaliłem ogień. Jakimś cudem ten i wiele innych razy udało mi się przyrządzić w miarę smaczny kawał mięsa, czasami doprawionego solą otrzymywaną z oceanu. Gdy tylko zobaczyłem Kid, ujrzałem jej pełne zimna spojrzenie, które do dziś napawa mnie lękiem i strachem. Popatrzyła na mnie jak na jakiegoś mordercę. Na szczęście po paru godzinach rozmowy i przeprosin udało mi się ją przekonać, że to co zrobiłem było koniecznie. Do końca życia jednak nie darowałem sobie tego czynu... Jak ja mogłem być aż tak głupi... Po jakimś czasie mieszkania na wyspie nie zwracaliśmy już uwagi na upływający czas: dni stały się miesiącami, miesiące zaś, latami. Czasami robiliśmy sobie nawzajem prezenty czy to w postaci smacznie przyrządzonego dania, czy też nowymi zwierzętami, a raczej nowymi kozami. Rzadko decydowaliśmy się na rozbudowę domu, lecz głównie, jak na ironię: ja chciałem Kid zapewnić w miarę przyzwoite warunki mieszkaniowe, lecz ta nigdy nie narzekała. Nie wiem czemu. W każdym razie razem żyliśmy na wyspie, a każdy dzień był dla mnie jak najpiękniejszy sen. Naszą monotonię przerywały różne zabawne zdarzenia, jak znalezienie ula czy też nowych owoców. Jestem już stary, zmęczony tym wszystkim... Przy mnie nie ma już Kid... Odeszła już tak dawno, może to było 4 lata, może 5 lat temu, nie pamiętam... Umarła w moich ramionach, w tym domu, ze starości, z uśmiechem na twarzy. Gdy odeszła - płakałem... Pierwszy raz w życiu zapłakałem rzewnymi łzami... Żałowałem, że skazałem ją na taki los: bycia tu ze mną, na tej przeklętej wyspie i egzystowania przy tych wszystkich niewygodach... Gdybym mógł cofnąć czas, gdybym mógł znowu się przenieść do tamtego okresu, gdybym mógł znów wybrać... Mam nadzieję, że mi kiedyś wybaczy... Pochowałem ją na występie skalnym, w miejscu, do którego zawsze przychodziła, by popatrzeć na zachód słońca. Wtedy w jej oczach dostrzegałem pewien rodzaj tęsknoty, zaś gdy pytałem, o czym myśli, to zawsze się uśmiechała, jednak niczego mi nie mówiła. Czuję, że nadszedł już mój czas, że jeszcze dzisiaj umrę... Gdy skończę to ostatnie zdanie, wypuszczę zwierzęta z obory, udam się na grób mej ukochanej, położę się i ze łzami w oczach przypomnę sobie śmiejącą się Kid, przeklinając dzień, w którym skazałem ją na życie tu ze mną, na tej przeklętej, bezludnej wyspie...

Informacja: Ten artykuł wymaga edycji, aby być zgodnym z nowymi zasad mi wortalu SquareZone. Aktualna wersja artykułu zostanie wkrótce dostosowana do standarów.



Autor: qiax

Statystyka

  • Ostatnia modyfikacja: poniedziałek, 20 marca 2006, 21:28
  • Artykuł czytany: 3739
  • Głosów: 19
  • Średnia ocen: 8

Komentarze

Komentarze

  • 1. Kazumaru ~ sobota 20 sierpnia 2005, 12:23

    To mój ulubiony artykuł qiaxa... podobno pisał go od niechcenia i nie jako z nakazu, ale napisał go świetnie, czytało mi się go zajebiście, nawet mnie wzruszył... ale kogo kto kochał Kid i Chrono Cross'a by nie wzruszył? Dodatkowo później artykuł ten ukazał się w czasopiśmie o grach "Neo Plus" (moim ulubionym ;]).
    Kawał świetnej roboty.
    Ocena:10
  • 2. Shirley ~ piątek 02 września 2005, 01:12

    Nie powiem ile sie nasłuchałam od mości q, jaki to denny temat... a jakoś wszystkim się podoba. Zadziwiające
  • 3. Siergiej ~ poniedziałek 31 października 2005, 17:41

    damn...ale ze mnie swiniak....zanizylem Ci srednia ;]

    Text ogolnie calkiem spoko, ale niektore nawiasy w czesci pierwszej chyba sa zbedne. Poza tym wydawalo mi sie ze text nawiazuje do Robinsona Cruzoe, a ja osobicie tej ksiazki nie znosze. Duuuuzy plus nalezy sie za znakomite zakonczenie :) 8/10
  • 4. _dark_cloud_ ~ niedziela 13 sierpnia 2006, 08:16

    od zera do bohatera, czyli jak z tematu niezbyt fajnego i dennego zrobic arcydzieło. qiax, napisz moze ksiazke, albo chociaz fica o CC. bo w Twoich tekstach widzi sie, ze Ty kochasz Kid. czasem sie zastanawiam, czy nie zatraciłeś poczucia rzeczywistosci i nie ubzdurałeś sobie, ze Kid jest autentyczną postacią ;) Tekst bardzo miło sie czyta, zakonczenie swietne, a z racji, ze lubiłem Robinsona i Błękitną Lagunę (czy jak sie tam zwał ten film - pewnie i tak nikt nie widział) - nie bede zanizał oceny jak niejaki Sergiej. 10. bo jest za co. za naprawde dobry tekst.
  • 5. RadicalDreamer ~ poniedziałek 21 sierpnia 2006, 10:51

    Dark Cloud w swojej wypowiedzi poruszył bardzo ważny temat, jakim jest zatracenie poczucia rzeczywistości spowodowane grą. Właśnie po to by oderwać się, od niekiedy szarej codzienności powstają takie gry jak CC, które sprawiają że w mgnieniu oka przenosimy się do innego świata i zapominamy o trudach codziennego życia.
    Może to jednak spowodować że całkowitą izolację od świata rzeczywistego i doprowadzić do tego, że pózniej nie damy sobie rady z problemami codziennego życia (przed czym przestrzega wielu krytyków gier wideo). Wracając do tekstu, pomimo że w paru miejscach możnaby było lepiej go pociągnąć, jest to mój ulubiony artykuł publicystyczny na SZ, a czytając go miałem zapewne te same odczucia jakie miał qiax, podczas jego pisania. Ocena 9.

Dodaj komentarz

Aby skomentowć galerię wystarczy wpisać treść komentarza w polu obok. HTML jest niedozwolony.

Niezarejestrowani użytkownicy muszą wypełnić pole Autor.

Konieczna jest również weryfikacja niezalogowanych użytkowników.

Wypowiedzi obraźliwe, infantylne oraz nie na temat będą moderowane - pisząc postaraj się zwiększyć wartość dyskusji.