Recenzja

Informacja

Ten artykuł wymaga edycji, aby być zgodnym z nowymi zasadami SquareZone. Obecna wersja zostanie wkrótce dostosowana do standardów.

SNES’owa wersja Final Fantasy VI ukazała się w Japonii w kwietniu 1994 roku. Pół roku później gra ukazała się w USA pod zmienionym tytułem Final Fantasy III z racji, iż była to trzecia część końcowej fantazji, która opuściła Kraj Kwitnącej Wiśni i ukazała się w ojczyźnie Myszki Miki. Stąd też nawet dziś bardzo często tytuły obu tych części są ze sobą mylone. Wszystko się zmieniło, gdy w 1999 roku ukazała się reedycja gry na PSXa w pakiecie „Final Fantasy Anthology”. Wzbogacono ją o przepięknie wykonane wstawki FMV oraz dodano kilka udogodnień, jak choćby bestariusz. Niedługo ma się pojawić kolejna wersja Final Fantasy VI, tym razem na platformie GameBoy Advance. Gdy tylko ta wersja gry się ukaże, autor recenzji postara się ją zdobyć i zdać relację. W każdym razie podstawą napisania tego tekstu jest SNES-owa wersja Final Fantasy VI.


Fabuła osadzona jest w typowym dla gier spod znaku Final Fantasy świecie. Gracz ma okazje zwiedzić sporych rozmiarów mapę świata poznając przy tym naprawdę misternie napisany scenariusz. Ukazany zostaje nam świat bez magii, w którym co prawda magia może i kiedyś istniała, ale została zniszczona w wyniku Wojny Magi. Ludzkość rozwijała technologię – silniki parowe, statki powietrzne, zmechanizowane miasta. W tym momencie warto wspomnieć o podziale politycznym świata Final Fantasy VI – istnieje w nim kilka mniejszych królestw i niezależnych miast, które musiały bronić się przed Imperium, którego celem była władza nad całym światem. Aby zrealizować plany podboju świata Imperium produkowało tak zwane Zbroje MagiTek – były to pokaźnych rozmiarów mechy sterowane przez pilota siedzącego w specjalnym kokpicie.


Akcja gry zaczyna się gdy dwóch żołnierzy Imperium eskortując młodą kobietę, znajdującą się we władzy Imperatora dzięki „Koronie Niewolnika” , atakują jedno z niezależnych miast – Narshe. Celem akcji jest odebranie mieszkańcom odnalezionego w kopalniach zamrożonego Espera – reliktu przeszłości z czasów Wojny Magi. Jednak akcja nie do końca się powiodła i młoda dziewczyna – Terra -dzięki pomocy jednego z mieszkańców miasta wydostaje się spod władzy Imperatora. Od tego momentu jej los i życie zostanie wplątane w losy świata oraz jego przyszłość.


Gra, mimo iż zaczyna się od poznania przez gracza Terry, nie ma precyzyjnie określonego głównego bohatera. Gracz dostaje do dyspozycji aż czternaście postaci i wśród nich może wybrać sobie swojego głównego ulubionego bohatera. Mnogość postaci dodatkowo motywuje do kilkakrotnego przejścia gry, gdyż za każdym razem możemy poznać w ten sposób historię z życia każdego z bohaterów. Uwierzcie mi, jest co poznawać. W Final Fantasy VI developerzy ze Square stworzyli naprawdę wspaniale postacie, każda z nich o naprawdę unikalnym profilu psychologicznym. Pod tym względem szóstą część sagi jestem gotów nazwać najbardziej dojrzałym dziełem ówczesnego Squaresoftu. Owszem, zaraz usłyszę głosy zarzutu, że Cloud w siódemce bla bla bla, a Squall w ósemce bla bla bla. Ale to jest różnica właśnie miedzy szóstką, a innymi częściami. Bo w siódemce był tylko Cloud, a w ósemce był tylko Squall, reszta postaci była potraktowana po macoszemu. Natomiast w szóstce niemalże każda z postaci (oprócz Umaro, Moga, Gogo) ma własną, unikalną historię, która potrafi poruszyć. To własnie udało się Square osiągnąć nie narzucając z góry głównego bohatera.


System walki jest bardzo dobrze znany miłośnikom Final Fantasy. Nowością w stosunku do poprzednich części było wprowadzenie tzw. Desperation Moves, które były prototypami znanych z siódmej części Limit Breaks i późniejszych modyfikacji tych specjalnych ataków. Nie mamy w tej grze Job systemu, który pojawił się w części piątej. Każda z postaci ma z góry określoną profesję, a dzięki kilku przedmiotom możemy zmienić także profesję postaci na inną (np. dzięki Dragoon Boots można wyposażyć postać w komendę Jump, przez co mamy do dyspozycji Dragoona). Rozwój postaci też jest bardzo rozbudowany. Oprócz magii poprzez połączenie postaci ze zdobytymi w trakcie gry Magicite możemy polepszać statystyki postaci.


Od strony muzycznej gra jest arcydziełem. Muzyka – autorstwa Nobuo Uematsu – po prostu rzuca na kolana. Wzrusza, zachwyca, bawi... wpływa na emocje gracza dokładnie komponując się z fabułą gry. Na szczególną uwagę zasługują moim zdaniem utwory towarzyszące walce – zarówno Battle Theme, jaki i Boss Battle Theme są naprawdę świetne. Dodatkowo w kilku walkach towarzyszy nam rewelacyjny The Fierce Battle i podczas ostatecznej już walki Dancing Mad.


No dobra, chyba wystarczająco już przynudziłem. Jak ktoś wytrwał do tego momentu, to niech się cieszy – to już koniec recki. Ze swojej strony zachęcam, by mimo SNES-owej grafiki sięgnąć po tą grę, gdyż naprawdę warto zapoznać się z jedną z najlepszych odsłon końcowej fantazji.



_dark_cloud_ Bardzo dobra odsłona Końcowej Fantazji, przez niektórych uważana za najlepszą część serii. Wspaniała muzyka budująca klimat i nastrój gry, do tego nietuzinkowa fabuła. Jednak mimo wszystko brakuje jej "tego czegoś" co czyniło by ją grą idealną. Dlatego "tylko" 9- 9-

Plusy Minusy
+ Mnogość bohaterów - Jak na możliwości SNESa grafika mogła być lepsza
+ Wspaniała muzyka
+ Wciągająca, świetnie zaplanowana fabuła
+ Rozbudowany system rozwoju postaci

Statystyka

  • Data publikacji:
  • Autor: _dark_cloud_
  • Artykuł czytany: 10360
  • Głosy oddane: 15
  • Średnia ocen: 8.2

Komentarze (3)

Gość ~ 28 lipca 2009, 12:40
Mój ulubiony Final Fantasy. Wspaniała muzyka, fabuła, GRYWALNOSĆ! jakiej w dzisiejszych czasach grom brakuje. Kto nie ma SNES'a ani żadnej konsolki na którą część wyszła: łapać emulatory i zobaczyć jak wyglądały Finale kiedyś. I dopiero wtedy zastanowi się czy siódemka jest "najlepszą" częścią serii.

yunnie
Gość ~ 20 września 2009, 00:01
rozpykałem ją z 10 razy :) jak dla mnie najlepsza z całej serii jeśli ma być jakieś remake na PS3 to z tą fabułą :) POLECAM

Izako
Gość ~ 05 kwietnia 2013, 11:09
Ja wiem czego jej brakuje:dobrze zrobionego antagonisty. Dajmy na to:Sephiroth był o wiele lepszy od tego palanta Kefki.

Megafil666

Dodaj komentarz

Wpisz treść komentarza w opowiednim polu. Pamiętaj, że HTML jest niedozwolony.

Niezarejestrowani użytkownicy uzupełniają również pole autora.

Konieczna jest również weryfikacja niezalogowanych użytkowników.

Wypowiedzi obraźliwe, infantylne oraz nie na temat będą moderowane - pisząc postaraj się zwiększyć wartość dyskusji.