Którą bohaterkę gier z serii Final Fantasy zabrałbym na bezludną wyspę? - Pigway

Informacja

Ten artykuł wymaga edycji, aby być zgodnym z nowymi zasadami SquareZone. Obecna wersja zostanie wkrótce dostosowana do standardów.

Oto esej, który napisał Pigway, zwycięzca konkursu Final Fantasy XIII, który zrealizowaliśmy na przełomie lutego i marca 2010, w ramach promocji gry przed jej europejską premierą. Wrzucamy go po dokonaniu ortograficznej i gramatycznej korekty, oraz po uzyskaniu zgody autora. Przypuszczam, że po przeczytaniu zrozumiecie dlaczego to właśnie Pigway wygrał nasz konkurs. - Tantalus

Pisząc cokolwiek w kwestii płci pięknej w światach sygnowanych tytułem Final Fantasy, gracz - mężczyzna (bądź kobieta o odmiennej orientacji seksualnej) stawiany jest przed nie lada wyborem. Od zawsze wiadomo, że nie może posiąść ich wszystkich, bowiem związane z tym wyczerpanie sił witalnych organizmu to najszybsza droga do opuszczenia tego padołu łez. Tabun ślicznotek bez przerwy adorujących obiekt swoich pragnień również nie pozostałby bez wpływu na zdrowie psychiczne takiego delikwenta. Fakt, takie życie byłoby bardzo przyjemne, ale jak to wynika ze wcześniejszego zdania również tak samo krótkie. Z bólem serca, każdy duży chłopczyk wielbiący serię FF musi kiedyś rozwiązać harem, towarzyszący mu stale i rozrastający się wprost proporcjonalnie do wychodzących gier i wybrać, a potem pozostać wierny tej jednej jedynej. To musi być decyzja, której nie będziemy żałować nawet wtedy, gdy z naszym obiektem szczęścia trafimy na bezludną wyspę. Większość obejmie za kryterium urodę kandydatek na przyszłą nało... echm towarzyszkę. Niestety, kierowanie się jedynie popędem seksualnym cała sprawę tylko utrudnia, bo przecież gros znanych nam bohaterek posiada kuszące kształty, a przynajmniej mają na czym siedzieć i czym oddychać. Pozostały odsetek to dzieci, z którymi każdy źle zinterpretowany kontakt jest karalny oraz mieszańce zwierzo-ludzkie. Jak udowodniono pociąg do tych ostatnich świadczy o poważnych problemach psychicznych (chociaż nie tylko), więc gdy ktoś takowy odczuwa wskazana jest jak najszybsza wizyta u odpowiedniego specjalisty. Wróćmy jednak do tematu. Wybierając dziewczynę mającą umilić nam nagły i niespodziewany pobyt na bezludnej wyspie należy sprawdzić, co oprócz ciała jeszcze sobą prezentuje. Zwróćmy uwagę na jej inteligencję, życiową zaradność, umiejętność przywoływania potężnych żywiołów itp. Cechy te na pewno będą pomocne by przeżyć w nieprzyjaznym środowisku, które z pewnością ciężko doświadczy nasz związek. Każdy z was może, a nawet powinien dopisać do tej listy własne oczekiwania wiedzcie jednak, iż szczęśliwa para to ta wzajemnie się rozumiejąca.

Kończę już trzymanie Ciebie, drogi czytelniku w niepewności i zaczynam opowieść o mojej ulubienicy. Zauroczyła mnie piękna Rydia z Final Fantasy IV. Uroda tejże bohaterki powala na kolana. Krążące tu i ówdzie zdjęcia pokazują ją jako postać rodem z bajki. Jej umiejętność przyzywania Eidolonów także robi wrażenie, a podobno taka potęga objawiła się jeszcze wtedy, gdy była małą dziewczynką. Ludzie mówią, iż doprowadziła przy okazji do wielkiej katastrofy, lecz przecież nie myli się tylko ten, co nic nie robi. Jako dziecko okazywało pewną niechęć wobec obcych, ale to pewnie wina matki, która nawbijała jej do głowy bzdur jakoby każdy pan próbujący być miły to zakamuflowany wielbiciel nieletnich ślicznotek. Opiewanie zalet siedmioletniej dziewczynki nie jest jednak celem tego artykułu, a także naraziłoby mnie na pewne nieprzyjemności, przejdę więc do momentu, kiedy jest już pełnoprawną kobietą. Zresztą, kto chciałby spędzać całe dnie na bezludnej wyspie sam na sam z rozwydrzonym bachorem. Jako dorosła osoba z pejczem w ręku wygląda znacznie lepiej i z pewnością poradzi sobie skuteczniej z każdym niebezpieczeństwem niż dzieciak władający jedynie potężnymi Eidolonami, którego mimo wszystko nie wolno spuszczać z oczu. Wolelibyście mieć towarzystwo kogoś, kto wspomaga was w sposób przemyślany kontrolując własne summony czy impulsywny, nie dający gwarancji na przeżycie starcia z jakimś dzikim zwierzęciem? Jeśli myślicie o przypadkowym trafieniu na jakiś opuszczony kurort to rozwiewam wszelkie wątpliwości. Wyspa gdzie znajdziecie schronienie będzie zapełniona po brzegi wszystkim, co potrafi gryźć, parzyć, dziobać czy żądlić. O ludziach zapomnijcie, bo przecież z założenia wyspa ma być bezludna. W takich chwilach zostaje tylko ona, wasza wybranka. Wiem, iż widok morskich fal czy liści, bądź porostów na drzewach dla wielu będzie fascynujący, lecz ja zamiast tego wolę oglądać zieleń włosów mojej Rydii. Zawsze miło również porozmawiać z kimś, kto posiada choć trochę inteligencji w porównaniu do chociażby Yuny z FFX udającej młodą Matkę Teresę czy Rikku zakręconej jak słoik z dżemem. Samotna kontemplacja miejscowej przyrody to nie dla mnie. Umiejętności Rydii ułatwiłyby również wiele spraw. Na pewno odpadłaby potrzeba krzesania ognia za pomocą kamyczków, bądź oczekiwania na łaskawe uderzenie pioruna. Wystarczyłoby zrobić użytek z czarnej magii. Przywołany kurczak (chocobo) to nie tylko darmowy transport, ale także miła odmiana w menu gdyby miejscowa fauna była nie do upolowania. Korzonki są może i zdrowe, lecz jak długo można je jeść? Oczywiście zdaje sobie sprawę, że nasza współpraca na samym początku układałaby się źle, choćby ze względu na jej obojętne lub nawet wrogie nastawienie do mnie, ale z czasem nić przyjaźni z pewnością zostałaby zaciągnięta.

Rydia przypomina mi jedną z tych boskich istot nazywanych driadami - mieszkańcami drzew. Z pewnością jest za pan brat ze światem przyrody, więc raczej nie odczuwałaby izolacji na wyspie tak mocno jak ja. Z drugiej strony podziwiać ją codziennie, gdy spaceruje w swoim zielonym wdzianku z rozpuszczonymi włosami tego samego koloru, spacerującą po kwiecistej łące w kierunku pobliskiego lasu, to marzenie każdego młodzieńca. Każdy przecież przynajmniej raz marzył o spotkaniu podobnej bohaterki rodem z jego ulubionych książek fantasy. Ona jest jak księżniczka Ce'Nedra rodem z jednego cyklu powieści David'a Eddings'a. Początkowo uparta, jednak z czasem zdolna do pokochania drugiej osoby. Zieleń to kolor nadziei niosący ze sobą czas beztroskiego dzieciństwa oraz obietnicę lepszej przyszłości, jaka czeka nas oboje. Kto wie czego nauczylibyśmy się podczas wspólnego pobytu na niezamieszkałym lądzie. Dzięki niej łatwiej znosiłbym okresy przygnębienia oraz niewiary we własne siły od czasu do czasu nawiedzające każdego rozbitka. Oczywiście nie ma, co marzyć, iż ciężkie dni szybko przeminą, lecz bliskość ukochanej kobiety to naprawdę wielka pociecha, Oczyma wyobraźni widzę jak nocą przy ognisku siedzimy przytuleni do siebie, księżyc lśni w pełni, a ja głaszcze jej włosy barwy trawy wschodzącej w promieniach wiosennego słońca. Czuje przepełniające mnie bezgraniczne szczęście, widząc promienny uśmiech na jej twarzy. Następny krok jest już blisko, o czym oboje wiemy i wcale się tego nie obawiamy. Tego już jednak Wam nie zdradzę, bowiem mężczyźnie nie wypada opowiadać publicznie o tajemnicach alkowy nawet kumplom przy kieliszku. Zresztą, niektóre sprawy powinny pozostać niedopowiedziane. Takich bezludnych wysp jest więcej, tyle ile wszystkich graczy umiejących marzyć. No właśnie marzenia. Gdy uświadamiam sobie, iż nigdy nie zostaną zrealizowane prawie płaczę z żalu.

...! Obudziłem się z potężnym bólem głowy. Jest już południe, chociaż niedawno była jeszcze noc! Po pokoju widać rozrzucone puste puszki po piwie. Kalendarz wskazuje datę ósmego marca - Dzień Kobiet. A ludzie mówią, że nie istnieje coś takiego jak zbieg okoliczności. Na monitorze mruga jakiś stylowy wygaszacz ekranu. Musiałem zasnąć pisząc ten esej. Czy wszystko, co widziałem było prawdziwe, czy to tylko majaki wywołane nadmierną ilością gier oraz alkoholu? Jednak, jeśli to był sen, to dlaczego w powietrzu nadal wyczuwam zapach ogniska i woń kobiecego ciała. Szybkie spojrzenie na spodnie upewnia mnie, iż mam je nadal na sobie. Mimo upływu kolejnych sekund ciągle odczuwam wrażenie czegoś nierzeczywistego. Otwieram szerzej zaspane oczy, czas wracać do pracy. Nagle do świadomości dociera informacja jakbym miętosił coś w prawej dłoni. Bezwiednie rozchylam zaciśnięte palce. Garść zielonych włosów wywołuje wstrząs oraz niedowierzanie. Chwilę potem Morfeusz ponownie zwycięża, litościwie odsyłając znów na Wyspę w czułe ramiona Rydii. Znów jest noc, a drzewa szumią usypiająco w rytm wiatru.

Ponownie się ocknąłem. Niby nadal jest południe, lecz dla mnie jakby wieczność minęła. Nie czuje już żadnego upajającego zapachu, wrażenie fal morskich oraz lasu zbladło a zielony kosmyk włosów też gdzieś zniknął, jeśli w ogóle tu kiedykolwiek był. Przypomniały mi się słowa jednej piosenki Elektrycznych Gitar o "śnie we śnie" czy jakoś tak. Ech, kolejne delirium oczywiście, przecież takie rzeczy obecne są tylko w snach. To dziwne, iż pisanie artykułu na temat ulubionej postaci może wywołać aż takie reakcje. To prawda, jestem zagorzałym fanem Rydii jednak po raz pierwszy się z czymś takim spotkałem. Nagle coś mnie tknęło. Biorę do ręki Nintendo DS i uruchamiam Final Fantasy IV. Na jednym z filmików widzę ową zielonowłosą, uśmiechniętą pannę zdającą obdarzać mnie spojrzeniem swoich oczu. Prawie czuje jej świdrujący wzrok na własnym ciele. Za oparciem fotela ktoś stoi. Nie odwróciłem się, jednak wiem kim jest ta postać i nie odczuwam strachu ani przed nią ani przed nadchodzącą podróżą. Reszta jak zawsze jest milczeniem...


PS: Nim odejdę, korzystając z okazji chciałbym złożyć najserdeczniejsze życzenia wszystkim kobietom z okazji ich dnia, jako, iż w chwili pisania tego eseju był 8 marca. Niech każda z Was, jeśli nie ma prędzej czy później znajdzie tego jedynego księcia z bajki spełniającego wszystkie jej życzenia. Pamiętajcie jednak, iż wszystkie stereotypy na wasz temat nie są winą nas mężczyzn tylko wyłącznie waszą. Widzimy was tak jak chcecie być widziane.

Statystyka

  • Data publikacji: 2010-03-14 13:29:08
  • Autor: 5696
  • Artykuł czytany: 1719
  • Głosy oddane: 17
  • Średnia ocen: 5.7

Komentarze (5)

aysnel ~ 14 marca 2010, 14:41
Coś niska ta średnia ocen. Cóż widać panie się poobrażały...
Anouk ~ 12 kwietnia 2010, 01:24
Ja daję wysoką ocenę. :) Można by kilka zdań poprawić, ale całość utrzymana w ciekawym stylu. Można odnieść wrażenie jakby się było narratorem. Plus tekst nie jest jednolitą, nudną wypowiedzią, bo w miarę czytania rośnie ciekawość.
Gratuluję zwycięstwa!
aysnel ~ 27 kwietnia 2010, 19:19
Ciekawe co by autor napisał gdyby dano mu więcej czasu.
Gość ~ 11 lipca 2012, 01:09
Cholera, nie wiem, ale jak to się stało, że teksty od qiaxa każdy rżnął... nie napisano niczego lepszego?

Pifo
Tantalus ~ 12 lipca 2012, 15:31
Temat tekstu celowo nawiązuje do wypracowania qiaxa. To był esej konkursowy na określony temat, i wybraliśmy taki, który odnosił się do przeszłości SquareZone. Ani ten, ani żaden z naszych tekstów nie jest "zerżnięty od qiaxa". Oryginalny temat pracy qiaxa to temat rzeka, każdy mógłby go zrealizować inaczej i powstałby zupełnie inny tekst - uznaliśmy, że to dobre pole do popisu dla uczestników konkursu.

Dodaj komentarz

Wpisz treść komentarza w opowiednim polu. Pamiętaj, że HTML jest niedozwolony.

Niezarejestrowani użytkownicy uzupełniają również pole autora.

Konieczna jest również weryfikacja niezalogowanych użytkowników.

Wypowiedzi obraźliwe, infantylne oraz nie na temat będą moderowane - pisząc postaraj się zwiększyć wartość dyskusji.