Wspomnienia z Wigilii (Final Fantasy VII)

Informacja

Ten artykuł wymaga edycji, aby być zgodnym z nowymi zasadami SquareZone. Obecna wersja zostanie wkrótce dostosowana do standardów.

Reeve wzniósł swój kubek i rozejrzał się po sali wypełnionej wpatrzonymi w niego ludźmi. Jeszcze kilka tygodni temu była to zapuszczona hala produkcyjna, zamknięta w betonowych ścianach wolna przestrzeń, zwykła ruina, jakich w Edge wciąż jest mnóstwo. Teraz były tu działowe ścianki ze sklejki, podpory, szkielety klatek schodowych i pomieszczeń, które w niedalekiej przyszłości pojawią się dookoła i nad jego głową. Będą nowe okna, wszystko zostanie pięknie odnowione i zagospodarowane, tak jak obiecali wszystkim, tak jak obiecał sobie jakiś czas temu. Dla zebranych w tej sali biednych i opuszczonych, dzieci i dorosłych, którym świat dosłownie zawalił się na głowy to miał być nowy dom, a przynajmniej ciepły, bezpieczny przystanek na drodze ku jego odnalezieniu. To, co już osiągnęli przez te lata i co osiągną w przyszłości miało być tego warte, bez względu na poniesione koszty. Uśmiechnął się lekko, choć głęboko w sercu czuł, że sprzedaje duszę diabłu. Dotąd udało im się funkcjonować bez zewnętrznej pomocy, bez niczyjej ingerencji, a wszystko wskazywało na to, że to niedługo się skończy.
- Przyjaciele, cieszę się, że jesteście tu wszyscy - zaczął, dalej skupiając na sobie spojrzenia dziesiątek dzieci, dorosłych i zebranych wolontariuszy, siedzący przy podłużnych stołach na środku sali - Chciałbym podziękować wam wszystkim za wspólną, ciężką pracę przez ostatni, wyjątkowo trudny rok. Mamy z czego być dumni. Ulice Edge są bezpieczne, a po cudownym uleczeniu mieszkańców z plagi Geostygmy kilka miesięcy temu możemy skupić się na rozwoju miasta i rozwiązaniu bardziej przyziemnych, ale i bardziej ludzkich problemów. Dom Pomocy Socjalnej, w który zmienimy wkrótce ten opuszczony magazyn, to jeden z wielu takich ośrodków, które otworzymy w całym mieście, aby walczyć z plagą ubóstwa i bezdomności. Ciepły posiłek, dach nad głową, odrobina wsparcia to to, czego wciąż najbardziej potrzeba wielu mieszkańcom, to nieraz różnica między życiem, a śmiercią, między dobrym, a złym dniem. To dzięki wam ten cel może zostać zrealizowany, gdyby nie wy, WRO nie byłoby tym samym. Przyjaciele, jeszcze raz, dobra robota.
Reeve przerwał przemowę, zbierając oklaski od zebranych. Kilka osób nawet wstało ze swoich miejsc, ale mężczyzna gestem wskazał, że jeszcze ma coś do powiedzenia. "Ciekawe, czy ktoś za chwilę będzie chciał bić brawo...", pomyślał, czując się niezręcznie z tym, co miał właśnie powiedzieć. Może byłoby to łatwiejsze, gdyby miał powiedzieć kłamstwo, ale niestety prawda była od niego jeszcze mniej oczekiwana. Musiał to powiedzieć i przyznać zasługi tym, którzy faktycznie na to zasłużyli.
- Zanim zaczniemy chciałbym podziękować jeszcze jednej instytucji, która wsparła nasze wspólne działania. Dla wielu z was będzie to nowość, ponieważ starałem się nie rozgłaszać tych informacji, póki wszystko jeszcze trwa i może się zmienić. Nie byłbym jednak uczciwy ani wobec was, ani wobec siebie, gdybym nie podziękował korporacji ShinRa za udzieleniem nam pomocy finansowej i technicznej podczas realizacji tego przedsięwzięcia.
Reeve zrobił pauzę. Nastrój publiczności zmienił się na jedno wspomnienie o ShinRa, o firmie, która teoretycznie przestała istnieć po tym, jak Midgar legło w gruzach. Tylko najmłodsze dzieci nie pamiętały świata, w którym ta jedna korporacja miała władzę nad wszystkim, nad każdym aspektem ludzkiego życia i w jaki obłudny, bezwzględny sposób wykorzystywała to do terroryzowania ludzi. Nowy porządek świata, który Reeve próbował zbudować kiedy zakładał WRO, Organizację Odnowy Świata, wcale nie jest lepszy. Wciąż szerzą się głód i choroby, przepaść, między bogatymi i biednymi poszerza się z każdym dniem. Ludzie godzą się na to tylko dlatego, że nie ma już ShinRa, że ten komercyjny moloch zniknął z powierzchni ziemi. Reeve właśnie obudził zadawnioną nienawiść, i to w wigilię Bożego Narodzenia - część uzna to za zwykły nietakt, część powinna się zaraz wściec, inni na pewno są zaciekawieni co powie dalej. Nie należy pozwalać złym emocjom dojrzewać.
- Rozumiem co czujecie... - zaczął znowu, spokojniejszym głosem, patrząc w pełne bólu i niechęci oczy starca siedzącego przy najbliższym stole - Wszyscy wiemy czym ShinRa była, jakich potworności się dopuściła podczas swoich krwawych rządów. Ja sam wiem o tym najlepiej, w końcu byłem jej pracownikiem przez długie lata. Zapewniam was, ShinRa przestała istnieć wraz z uderzeniem Meteorytu, wraz ze śmiercią jej ostatniego prezesa, Rufusa Shinry. Cieszę się, że to, co wyrasta z jej popiołów jest czymś dobrym i zbieżnym z naszymi ideami. A teraz, bez dalszego przedłużania, jedzmy! Życzę wszystkim Wesołych Świąt!
Część zrozumiała co chciał powiedzieć, inni dalej wlepiali w niego pełen różnych emocji wzrok. Po dłużej chwili ludzie zaczęli ze sobą rozmawiać, wymieniać żarty i zapominać na moment o tym, co powiedział.
- Ty to masz talent do rozruszania publiki - siedzący po jego prawej stronie Cid uśmiechnął się w jego stronę, nakładając sobie na talerz duży kawał faszerowanego indyka - Jeszcze kilka słów, a zaczęliby rzucać zgniłymi pomidorami.
- Nie mogę ich przecież okłamywać w nieskończoność - odpowiedział - W końcu jakiś nadpobudliwy dziennikarz wybadałby skąd wzięły się fundusze na renowacje tych wszystkich budynków i na zakup kosztownego wyposażenia. Tak jest uczciwiej i lepiej w dalszej perspektywie. ShinRa wystarczająco długo okłamywała ich, żeby WRO miało powtarzać ich błąd.
- Ok, ty tu jesteś specem od PR, prezesie... - pokiwał głową blondyn, unosząc widelec do ust.
Reeve wziął łyk owocowego napoju, którym wznosił toast. Odwrócił się w lewo, kątem oka zauważając zbliżającą się asystentkę. Pochyliła się nad nim i szepnęła mu do ucha kilka słów, po których prezes wstał, jednocześnie dopijając sok.
- Co, sprawy służbowe? W Wigilię? - Cid zdziwił się, patrząc na odchodzącego Reeva.
- Jak zwykle... - wzruszył ramionami.
Samotnie wyszedł z budynku, zapinając czarną koszulę w marszu, plecami odwracając się w stronę silnego, zimnego wiatru, który hulał po mieście w śnieżnej zadymce. Przeszedł ulicę i otworzył drzwi budynku na przeciwko, który również stanowił opuszczony magazyn. Ruszył do pokoju na jego końcu, tego samego co zwykle.

Drzwi otworzyła mu niska kobieta o jasnych blond włosach, ubrana w typowy dla siebie czarny garnitur. Znał ją dobrze - prawie nie odchodziła od swojego pracodawcy od czasów wyleczenia go z Geostygmy. Pokoik był mały, nieumeblowany za wyjątkiem kilku drewnianych krzeseł i prostego stołu. Oświetlała go zwisająca nisko, prosta lampa. Nie był to gustowny gabinet, ale z Edge było zbyt daleko do domku w Healen, żeby Reeve za każdym razem miał tam jeździć. Zresztą, gdyby tak było, to przynajmniej miałby kolejną wymówkę, aby unikać tych spotkań. Nie lubił ich.
- Przepraszam, że wyciągam cię z bankietu - odezwał się ubrany w biały garnitur wysoki blondyn, stojący pod ścianą. Oprócz blondynki i Reeva był jedyną osobą w tym pomieszczeniu - Ale z tego co słyszałem, to po twoim faux pas podczas przemowy pewnie i tak nikt się za tobą nie stęskni.
Reeve stał w wyczekiwaniu, lustrując rozmówcę wzrokiem. Wyglądał bardzo zdrowo jak na człowieka, który według oficjalnych informacji od bardzo dawna nie żyje.
- Elena, mogłabyś nas zostawić na chwilę? - Rufus zwrócił się do dziewczyny, która w milczeniu skinęła głową i wyszła, zamykając za sobą drzwi - Może usiądziesz, Reeve?
- Dzięki, ale nie mam zamiaru spędzić tu aż tyle czasu - odparł. Blondyn uśmiechnął się.
- Chyba możesz poświęcić swojemu finansowemu partnerowi kilka minut, prawda? - Rufus w wyczekiwaniu spojrzał na bruneta, który wciąż stał oparty o ścianę, tuż obok drzwi.
- Chciałem ci podziękować za ciepłe słowa - uśmieszek nie schodził z twarzy prezesa, choć słowa zdawały się być szczere - Choć mi pewnie nie wierzysz, one wiele dla mnie znaczą.
- Cieszę się twoim szczęściem - skwitował to Reeve. - Czy mogę już wracać na bankiet?
Rufus zamilkł na chwilę, wpatrując się w ścianę w zamyśleniu, jakby zbierał myśli. Brunet znał go zbyt dobrze, żeby nie wiedzieć, że to gra.
- Te słowa znaczą o tyle więcej, że wypowiedziałeś je wbrew sobie - blondyn rozpoczął myśl - Wiem, że mnie nie lubisz, ale oboje wiemy również, że ta twoja zimna obojętność i niechęć względem mnie to nic w porównaniu ze szczerą nienawiścią, jaką pała do mnie tylu mieszkańców Edge... Dziękuję, Reeve.
- Nie ma za co - uciął brunet - A teraz, na prawdę, chciałbym już wracać, bo wszystko mi wystygnie. Jak chcesz, to możemy pójść razem, jestem pewien, że ciepło cię tam powitają.
- Ciekawe jak powitają ciebie idącego u mojego boku - zaśmiał się Rufus - Reeve Tuesti, wielki przywódca WRO w kolaboracji z człowiekiem, który doprowadził świat na skraj zniszczenia. Wyszłoby na jaw, że tak na prawdę jesteśmy bardzo podobni.
- Nie żartuj sobie ze mnie - Reeve pokiwał głową - W niczym nie jesteśmy podobni.
- Dlaczego tak trudno ci uwierzyć, że na prawdę się zmieniłem? - Rufus zmarszczył czoło w konsternacji. Brunet wiedział, że blondyna bawi ta rozmowa i właśnie dlatego nie chciał w niej uczestniczyć.
- Ludzie tak łatwo się nie zmieniają - odrzekł.
- W takim razie jak to możliwe, że taki utytułowany pracownik ShinRa, wieloletni prezes Wydziału Urbanizacji, główny projektant samego Midgar z takim zapałem nienawidzi mnie i mojej firmy - zapytał Rufus.
- Ja nie pracowałem dla ciebie, tylko dla twojego ojca - Reeve uniósł głos bardziej niż chciał - Człowieka, któremu nigdy nie dorastałeś do pięt.
- Och, przestań się okłamywać - Rufus zbliżył się do bruneta, patrząc na niego karcąco - Odszedłeś z firmy za jego rządów, nienawidziłeś mojego ojca tak jak mnie! Zmieniłeś się i dobrze o tym wiesz, a jednocześnie nie chcesz mi pozwolić na to samo.
- Nie wierzę w to, żeby ktoś taki jak ty mógł się zmienić Rufus - zmarszczył czoło i pokiwał głową - Nie ty.
Blondyn odetchnął głęboko i pochylił głowę, znowu popadając w zamyślenie. Kłopotliwe milczenie przerwały kolejne jego słowa, rozpoczynające kolejną myśl.
- Dlaczego założyłeś WRO? - zapytał Rufus.
- Żeby pomagać zwykłym ludziom w ich codziennym życiu - odpowiedział - W życiu, które ty i ShinRa im zrujnowaliście.
- A czy wiesz, że ShinRa powstała w tym samym celu? - kontynuował pytanie blondyn - Żeby zapewnić ludziom dostęp do energii. Nikt nie wiedział wtedy, że Mako stanowi siłę życiową planety, prawda? Nie możesz nas za to winić.
- A dlaczego nie? - Reeve uniósł brew - Skąd mogę wiedzieć, czy jacyś ludzie od Hojo nie powiedzieli ci o tym wcześniej?
- Jesteś egocentrykiem Reeve, ale jeszcze nie hipokrytą - uśmiechnął się prezes - Sam zaprojektowałeś reaktor Mako. Twoja wina byłaby taka sama jak moja.
- Ktoś zaprojektowałby go zamiast mnie.
- A ktoś rządziłby ShinRą zamiast MNIE, ale tak się nie stało! - Rufus uderzył w ścianę, zirytowany - Sam go zbudowałeś i oboje dobrze wiemy, że dziś masz z tego powodu wyrzuty sumienia. Nie cofniesz czasu Reeve, ale jesteś człowiekiem, który czerpie satysfakcję z umartwiania się takimi rzeczami. Obwiniasz się za te reaktory, myślisz, że i ty masz krew na rękach...
- Starczy tego... - brunet złapał za klamkę i uchylił drzwi, kiedy Rufus nagle przytrzymał je lewą ręką.
- Ja też chcę sobie wybaczyć Reeve - głos blondyna był cichy, na wpół szeptał - Ja też chcę pomóc ludziom, których skrzywdziłem i których skrzywdził mój ojciec. Pomóż mi w tym, a ja przysięgam, że pomogę tobie.
Szef WRO zamknął powoli drzwi i znowu oparł się o ścianę, wyczuwając w głosie Rufusa nie słyszany wcześniej ton. Blondyn albo świetnie gra albo faktycznie stać go na szczerość.
- W takim razie czego chcesz ode mnie? - zapytał po chwili, widząc uśmiech powracający na twarz prezesa. "Powinienem był wyjść", pomyślał.
- Chcę, żebyś pomógł mi oczyścić nazwisko Shinra - odparł - Ale aby to zrobić, musisz pomóc mi zniszczyć wszystko to, co zostało z mojej firmy.
- Nie rozumiem - Reeve zmarszczył czoło - Chcesz odbudować firmę i prosisz mnie, żebym ją zniszczył?
- ShinRa oficjalnie przestała istnieć, ale oboje wiemy, że sytuacja nie jest taka prosta - Rufus kontynuował, powoli przechadzając się po pokoju - Pozostało z niej dużo więcej niż tylko Turks. Są głęboko zakonspirowane komórki badawcze, laboratoria, magazyny, są ludzie, którzy wciąż wierzą w stary porządek. Musisz pomóc mi zniszczyć to wszystko, abym mógł oczyścić swoje imię, abym mógł zacząć budować od zera. Ty masz do tego ludzi, ba, więcej niż ludzi. Przyjaźnisz się przecież z Cloudem, Cidem, Vincentem i całą resztą bohaterów świata. Zabawne, wiesz, ci ludzie też kiedyś pracowali dla ShinRa...
- A jeżeli zgodzę się pomóc, to co dostanę w zamian? - zapytał Reeve. Nie cierpiał się za to, ale nie mógł zignorować tej prośby. Co jeśli Rufus faktycznie się zmienił?
- Będę finansował działania WRO ze środków, które wciąż posiada ShinRa - odpowiedział - Dostaniesz też dostęp do wszystkich tajnych dokumentów, jakie udało nam się odzyskać z Wieży i wsparcie moich ludzi i naukowców. Pełna współpraca.
- Aż tak bardzo zależy ci na losie mieszkańców Edge, że chcesz poświęcić fortunę i ujawnić wszystkie sekrety firmy? - zdziwił się Reeve. Nie spodziewał takich obietnic.
- Zrobiłbyś to samo na moim miejscu - uśmiechnął się Rufus - Jak mówiłem, niewiele nas różni Reeve. Poza tym, są święta. Możesz potraktować to jako prezent ode mnie.
- Nie mogę ci nic obiecać, do póki nie poznam konkretnych planów - odrzekł brunet.
- Oczywiście. Moi ludzie dostarczą ci dokumenty, a o konkretnych zadaniach porozmawiamy, jak znajdziesz godnych zaufania ludzi, którzy będą gotowi zająć się problemem na rzeczy - Rufus usiadł w końcu - Otacza cię tylu uzdolnionych ludzi, że nie powinno to być problemem. Tymczasem wracaj na bankiet i pozdrów ode mnie Clouda.
- Ta... - Reeve otworzył drzwi i odwrócił się do wyjścia, stając przed pilnującą wyjścia Eleną.
- Jeszcze jedno - Rufus rzucił do bruneta, zapalając papierosa. Założyciel WRO stanął w drzwiach i odwrócił się do niego - Wesołych Świąt.
- Wzajemnie - uciął Reeve i ruszył w kierunku wyjścia z budynku.

Statystyka

  • Data publikacji: 2010-12-29 00:48:04
  • Autor: Tantalus
  • Artykuł czytany: 1453
  • Głosy oddane: 5
  • Średnia ocen: 8.0

Dodaj komentarz

Wpisz treść komentarza w opowiednim polu. Pamiętaj, że HTML jest niedozwolony.

Niezarejestrowani użytkownicy uzupełniają również pole autora.

Konieczna jest również weryfikacja niezalogowanych użytkowników.

Wypowiedzi obraźliwe, infantylne oraz nie na temat będą moderowane - pisząc postaraj się zwiększyć wartość dyskusji.