Wspomnienia z Wigilii (Parasite Eve)

Informacja

Ten artykuł wymaga edycji, aby być zgodnym z nowymi zasadami SquareZone. Obecna wersja zostanie wkrótce dostosowana do standardów.

Czarnoskóry mężczyzna siedzący za kierownicą trwał w krępującym, pełnym napięcia milczeniu. Po wyrazie jego twarzy można było poznać, że nie może dojść do porozumienia ze swoimi myślami, a problem na rzeczy nie pozwala mu się skupić na pracy. Niby to dzień jak co dzień, kolejny patrol po mieście, kolejny kawa wypita z kolejnego promocyjnego kubka ze Starbucksa, a później najpewniej kolejny wieczór wypełniony papierkową robotą na posterunku. Dzisiaj jednak coś wisiało w powietrzu, wiatr wydawał się zimniejszy, wytarty skórzany fotel dużo mniej wygodny, a ludzie na ulicach jeszcze bardziej irytujący. Z zamyślenia na moment wyrwała go nagła konieczność wciśnięcia hamulca, kiedy na przejście wybiegł nagle podstarzały mężczyzna w stroju Świętego Mikołaja, pomimo tego, że miał czerwone światło.
- Niech go szlag, cholerny dziadyga... - murzyn nacisnął przycisk nad przednią szybą i nadał dwa pojedyncze sygnały policyjną syreną, a przebieraniec przyspieszył do żwawego truchtu, uciekając na drugą stronę.
- Wyluzuj Daniel, mówię ci, że mu się spodoba - siedząca na miejscu pasażera młoda blondynka spojrzała na partnera z lekkim uśmiechem. Aya przywykła do humorów partnera, ale od kilku dni wydawał się wyjątkowo skonsternowany.
- Cholera, jemu pewnie tak, ale znasz Lorraine - odpowiedział jej, przejeżdżając skrzyżowanie. Głos załamał mu się dziwnie, gdy wspomniał o byłej żonie - Powie, że to chore, aby dzieciakowi pod choinkę kupować pistolet.
- O ile wiem, to zabawka, a nie prawdziwa broń - kontynuowała - Dziewczynkom kupuje się lalki i biżuterię ze szklanych paciorków, chłopcom samochody i pistolety. Co w tym dziwnego?
- Ona nie chce, żeby Ben wyrósł na gliniarza jak ja... - odparł zrezygnowany.
- Przecież nie tylko policjanci mają broń. Może równie dobrze zostać...
- Co, gangsterem? Włamywaczem? - Daniel spojrzał na partnerkę, unosząc głos bardziej niż miał zamiar.
- Chciałam powiedzieć "żołnierzem", ale skoro tak to widzisz... - Aya zatrzymała wzrok na grupie nastolatków na boisku do koszykówki, śledzących jadący radiowóz. Wszędzie te same dzieciaki, wszędzie te same spojrzenia. Daniel zamilkł na chwilę, w której zmusił się do głębokiego oddechu, czy dwóch.
- Przepraszam Aya, ja... ja po prostu nie chcę zranić Lorraine bardziej niż zwykle - odpowiedział ciszej, odzyskując zimną krew - Wiesz co, zatrzymajmy się gdzieś, kupię mu jakiś zdalnie sterowany samochodzik, czy coś...
- Skoro chcesz... - Aya wzruszyła ramionami, dalej obserwując ruch na ulicach. Przez chwilę siedzieli w milczeniu, aż nagle Daniel zmarszczył czoło i spojrzał na nią.
- Biżuteria ze szklanych paciorków? Nigdy nie słyszałem, żeby...
- 106, 106 zgłoś się - trzeszczący głos z radiostacji przerwał Danielowi w pół zdania. Aya uniosła mikrofon.
- 106 zgłasza się, co jest Jen? - odpowiedziała.
- Mamy włamanie w toku, sklep jubilerski na rogu 7ej i 123ej, na przeciwko budynku Fundacji Westbrooka. Podejrzany jest ubrany w strój Świętego Mikołaja, podobno jest uzbrojony. Wysyłamy wsparcie, ale jesteście najbliżej - przekazał żeński głos. Daniel włączył syrenę i skręcił w boczną uliczkę, kierując się w stronę Siódmej Alei.
- Jedziemy na miejsce - powiedziała Aya i odłożyła mikrofon, odwracając wzrok do partnera - Napad z bronią na jubilera w biały dzień, w środku miasta i w stroju Świętego Mikołaja?
- Takie coś mogło się zdarzyć tylko w tej części miasta... - odrzekł, skręcając ostro w Siódmą - Nienawidzę Harlemu.
- Myślałam, że urodziłeś się i dorastałeś w Harlemie - zaciekawiła się Aya.
- Bo tak było. - skwitował Daniel.

Radiowóz zjechał agresywnie na pobocze, rozbijając usypaną przez śnieżne pługi zaspę. Święty Mikołaj już zdążył wybiec ze sklepu, zaalarmowany dźwiękiem policyjnych syren, ale jeszcze nie zniknął z ich pola widzenia. Aya wyskoczyła z wozu i ruszyła biegiem.
- Biegnie do parku Morningside, odetnij go! - krzyknęła do Daniela, który, na niskich obrotach, tyłem wyjechał z zaspy. Przestępca przebiegł przez ulicę, cudem unikając wpadnięcia pod taksówkę, Aya ruszyła w jego ślady, ale Święty Mikołaj zaczynał się oddalać. Przeskoczył płot zagradzający zaułek między dwoma mieszkalnymi domami - widać, że zna tą okolicę, wie gdzie biegnie, a do tego ma wyjątkowo dobrą kondycję.
Siatka zatrzeszczała głucho, gdy Aya pokonała ją w trzech ruchach, wbiegając na pokryty śniegiem plac na środku harlemowego osiedla. Złodziej znikał w zaułku po lewej, oddalając się coraz bardziej.
- Stać, policja! - Aya rzuciła na próżno, nie zatrzymując się nawet na chwilę. Kątem oka zobaczyła twarze mieszkańców wyłaniające się z okien, obserwujących z zaciekawieniem policyjną obławę. Święty Mikołaj wyleciał przez bramkę wbiegając na chodnik i po raz kolejny pokonując zatłoczoną ulicę bez czekana na zielone światło. Aya minęła po drodze czerwoną płachtę, która za pewne była jego kurtką - mężczyzna chcę ją zgubić, jednocześnie pozbywając się charakterystycznego ubrania.
Dwa samochody zahamowały gwałtownie, taksówka zjechała na pobocze widząc biegnącego pieszego. Gdzieś z oddali słychać było policyjne syreny - to musiały być posiłki. W samą porę - do parku zostało im tylko kilka przecznic, a tam z łatwością będzie mógł ich zgubić. Aya zaczęła już skracać dystans, kiedy nagle z podporządkowanej wyjechał ciemnoczerwony sedan - letnie opony i widoczny brak uwagi sprawiły, że nie wyhamował w porę, jadąc prosto na blondynkę, która zamknęła oczy, oczekując głuchego uderzenia w nogi, które lada moment miało nastąpić.
Zamiast ciosu w nogi poczuła dziwną falę ciepła, zaczynającą się gdzieś w piersi i w trwającym zadziwiająco długo ułamku sekundy docierającą do głowy. Aya zatrzymała się, powoli otworzyła oczy, ze zdziwieniem uświadamiając sobie, że znajduje się już na chodniku - przed ułamkiem sekundy była na środku ulicy i właśnie miała wpaść pod samochód. Obejrzała się szybko, patrząc w oczy kierowcy czerwonego auta, który wpatrywał się w nią z szeroko otwartymi ustami i pełnym przerażenia wzrokiem. On również nie wiedział co się stało, choć pewnie widział więcej, ale Aya nie miała teraz czasu na ustalanie detali. Przyspieszyła bieg, oddychając miarowo i skręciła w uliczkę, w której przed kilkoma sekundami zniknął czarnoskóry złodziej. Wiedziała, że ma wypieki na policzkach, a w uszach dzwoniło jej dziwnie, jednak pomimo długiego i forsownego biegu nogi w ogóle ją nie bolały. "Ten intensywny trening na prawdę działa", dziewczyna uśmiechnęła się, "biegnę tak szybko, a zupełnie nie jestem zmęczona". Wpadli do zaułka pomiędzy dwoma biurowcami, w kształcie liter "H" - odległość od złodzieja zmniejszała się szybciej niż wcześniej, a przecież on wcale nie zwolnił. Aya nigdy wcześniej nie biegła z taką prędkością i łatwością. Ostatni zakręt, zostało tylko kilka metrów, dziewczyna przeskoczyła zwinnie stos worków na śmieci, które uciekinier ominął slalomem. Pochyliła się do przodu, już miała rzucić się na niego, kiedy niedoszły przestępca zatrzymał się gwałtownie, widząc lufę pistoletu przed swoją twarzą. Daniel stał na wylocie zaułka, zagradzając mu drogę ucieczki, drugi radiowóz właśnie wyhamował obok niego. Złodziej uniósł ręce nad głowę i wykonał dwa kroki do tyłu. Aya złapała go za nadgarstek i zaczęła zakuwać w kajdanki.
- Brawo Aya, ładny pościg - uśmiechnął się Daniel - Zmęczona?
- Właściwie to nie - dwóch nowo przybyłych funkcjonariuszy zaciągnęło skutego przestępce do swojego radiowozu. Jeden z nich już dyktował mu jego prawa, drugi zaczął rozpędzać zbierający się wokół miejsca zdarzenia tłum gapiów - Tylko czuję, jakbym miała gorączkę.
- Gdybym ja tyle przebiegł, to też bym się zgrzał - uśmiechnął się - I pewnie dostałbym ataku serca w połowie drogi. Cóż, odpoczniesz sobie na komisariacie, jak będziesz wypisywać protokół.
- Nie tym razem - dziewczyna wsiadła za Danielem do radiowozu, ciężko opadając na skórzany fotel - Dzisiaj mam wolny wieczór.
- Aaaa, zapomniałem - mężczyzna uśmiechnął się i zaczął powoli wyjeżdżać na Manhattan Avenue - Masz dzisiaj randkę ze swoim chłopakiem.
- To dopiero druga randka, to jeszcze nie mój chłopak - odparła. Zauważyła, że Daniel się uśmiecha i znowu jest spokojny i sympatyczny. Wystarczył tylko niewielki pościg, żeby od razu odzyskał humor.
- Za moich czasów inaczej się to nazywało - radiowóz włączył się do ruchu, powoli sunąc w kierunku posterunku na 51ej - Gdzie idziecie? Do kina, do kawiarni?
- Mamy bilety do Carnegie Hall na premierowy spektakl - uśmiechnęła się.
- W Wigilię? - Daniel uniósł brwi w zdziwieniu - Ma gość gest, musi mu na tobie zależeć...
- Mówił, że chce, żeby te święta były wyjątkowe... - odparła. Zmarszczyła czoło, czując kolejny napad gorąca, podobny jak ten podczas pościgu, ale słabszy. Nigdy wcześniej nie czuła nic podobnego... Daniel coś mówił, ale słowa jej umknęły, kiedy próbowała uspokoić oddech.
- Hej, słuchasz mnie? - Daniel odwrócił do niej głowę - Na pewno dobrze się czujesz?
- Tak... - odparła po chwili - Potrzebny mi po prostu zimny prysznic.
- Słusznie, zimny prysznic pomaga na wszystkie dolegliwości - Daniel skręcił w kierunku w Saint Nicholas Avenue, omijając popołudniowy korek i objeżdżając miejsce, w którym przed chwilą odbyła się policyjna akcja. Rzucił jakiś żart o tym, jak to złapali Świętego Mikołaja na alei nazwanej jego imieniem, ale Aya przestała słuchać - oparła głowę na fotelu i zamknęła oczy, dając myślom odpocząć.

Statystyka

  • Data publikacji: 2010-12-25 02:27:18
  • Autor: Tantalus
  • Artykuł czytany: 1310
  • Głosy oddane: 3
  • Średnia ocen: 9.0

Komentarze (3)

Gość ~ 25 grudnia 2010, 11:39
bardzo fajne opowiadanko, czekam na następne :)
Yuzuriha ~ 03 stycznia 2011, 21:47
Brzmi jak wstęp do pierwszej części hehe
Gość ~ 16 marca 2012, 13:54
Super, bardzo mi się podoba :D

SF-PE

Dodaj komentarz

Wpisz treść komentarza w opowiednim polu. Pamiętaj, że HTML jest niedozwolony.

Niezarejestrowani użytkownicy uzupełniają również pole autora.

Konieczna jest również weryfikacja niezalogowanych użytkowników.

Wypowiedzi obraźliwe, infantylne oraz nie na temat będą moderowane - pisząc postaraj się zwiększyć wartość dyskusji.